Zamknięte.
Wrzesień 14, 2009
Blog oficjalnie zamykam.
Z przyczyn czysto prywatnych.
Nie chcę, a jednocześnie muszę patrzeć na to co wcześniej. Przestroga taka. Dlatego nie mogę mimo iż chcę go skasować.
Zamykam.
Ostatni raz tu pozdrawiam. Dlaczego tu? Bo dla osób zaufanych stworzyłam adres nowy.
a.
23. Powiem tylko tyle…
Czerwiec 10, 2009
…nareszcie mam
wakacje!
Jedni robią sobie „zajebiste” zdjęcia na torach. Inni tych samych torów nienawidzą.
Jedni w tych torach widzą co tydzień opuszczany dom, a inni zwykły kawał metalu jakże atrakcyjny dla fotografa.
Jedni stoją na tych torach przepełnieni szczęściem i promieniami słońca, inni tam płaczą.
Tak. To tylko jedna milionowa różnić między mną, a nimi. Między mną, a tymi, którzy są w domu. Kocham dzień, który jest pierwszym dniem wakacji. Wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę już myślała o tym, że za półtora dnia będę musiała tam wrócić!
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę pamiętała o niczym. Wrócą do mnie tylko wspomnienia tego jak wspaniale jest być w domu. Jak wspaniale jest być ograniczanym. Jak wspaniale mieć swój pokój. Jak wspaniale patrzeć na świat z perspektywy pierwszego, a nie dzisiątego piętra.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i zrozumiem, że nie liczy się nic oprócz kolejnego dnia z telefonem w ręku i zdaniem: Przyjdź do mnie na kolę z cytryną.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i poczuję, że w końcu jestem sobą. Że nie muszę niczego udawać, na siłę się uśmiechać. Na siłę udawadniać sobie, że dam radę następnego dnia podnieść głowę.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i przestanę myśleć o człowieku, który conajmniej zdobył moje zauroczenie, który wpuszcza motyle w mój brzuch. Na którego patrzę nie tak jak na wszytskich. Nie patrzę na całość. Zapamiętuję każdą część jego twarzy. Każdy choćby najmniejszy fragment jego twarzy. Usta, oczy, nos. Zapomnę o tym. Każdej nocy nie będę już układała puzzli, aby przypomnieć sobie jego wyraz twarzy kiedy mówił do mnie, kiedy miał te oczy przepełnione radością, przepełnione szczęściem. Kiedy się śpieszył ale dla mnie zwolnił. Kiedy przystanął i się uśmiechnął i powiedział swoje cześć przytualjąc mnie delikatnie ale tak bezpiecznie. Koniec. Właśnie za to kocham ten dzień- zapomnę.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i poczuję swoją zajebistość jako Ania, która ma na wszytsko wyjebane bo ma Justynę i ma wakacje.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę kimś innym! Będę miała swój pokój. Swoje łąki, swoją zieloną trawę, swoje WSPOMNIENIA, które były wypierane cały rok przez okoliczności i zdarzenia.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę myślała za dużo nad ludźmi, których spotykam w kościele. Nie będę na nich patrzyła. Nie będę myślała jaka może być ich historia.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i znowu nie będę mogła ubrać na siebie sukienki, spódnicy, spodni, spodenek bo poczuję się w tym głupio, niepenie.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i będę kochała swoje koszulki bez rękawów.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i pop orstu będę miała wakacje. Wysiądę i po prostu poczuję, że JA MAM WAKACJE.
Że ja je mam.
A tymczasem.
24.
24.
2 4.
2
4
2424
dwadzieścia cztery dni do końca roku.
Mam dość.
Chcę wakacji.
nie.
Ja ich pożądam!
GRATULACJE DLA JUSTYNY, KTÓRA ZDAŁA EGZAMIN. MASZ CORAZ MNIEJ KROKÓW DO WAKACJI. SŁONIOWE SOIĘ SKOŃCZYŁY. TERAZ TYLKO PARASOLKA I DWA TIP-TOPKI.
A.
21.
Maj 24, 2009
Moje zamiłowanie do pisania bardzo długich wypracowań zostało gdzieś w tyle. Moja wyobraźnia została jakby zamazana życiem przez rok w Szczecinie. Ale Szczecin się kończy. Moje życie tam się kończy i jedyne co się teraz liczy to wakacje. Jedyne co teraz mi w głowie chodzi to wakacje. Wiem tylko jedno, jest coraz mniej dni. Jak to powiedziała Justyna, teraz codziennie będę się budziła rano i będę mogła powiedzieć- za miesiąc o tej porze będę już miała wakacje. Nie dwa, nie trzy- tylko jeden. Jeden pieprzony miesiąc. Codzienne smsy o wakacjach wcale nie są dobijające. Jeśli codziennie widzisz coraz mniejszą i mniejszą liczbę do twojego celu, który zaprząta ci cały twój umysł to nie możesz się nie cieszyć. W końcu nadejdzie ten piątek, w którym skreślę liczbę 1. W końcu nadejdzie piątek, w którym zacznę wakacje. Najlepsze będzie jednak to, że mimo życia w Szczecinie moje wakacje nie będą szczecińskie. Będą tak samo gryfickie jak co roku. Powiedziałabym nawet, że jeszcze bardziej. Pewnie jak nigdy w życiu zacznę doceniać sen we własnym łóżku, siedzenie na swoim krześle, swoją prywatność, swoje okno ze swoim widokiem i nie ze względu na jakiegoś „przejebanegoczłowiekadzieckadobrobytuirozpusty”. Wręcz przeciwnie. Wakacje będą wolne od zbędnych ludzi. Wakacje będą dla mnie. Spędzony z tym człowiekiem, z którym chcę. Z tym człowiekiem, bez którego życia=wakacji nie wyobrażam sobie w ogóle. Bez którego ja nie byłabym sobą, a ona sobą. Bo Ania bez Justyny i Justyna bez Ani to nie Ania i Justyna i Justyna i Ania.
Ogólnie wakacje nie schodzą z moich ust. Jednak wiem, że to nic. To nie ważne. Są moim celem w życiu i tylko to się liczy. Wszystko inne straciło sens. Stało się takie nieważne i małe. Takie beznadziejnie mi obojętne. Jeszcze tylko małym, malutkim skrawkiem siebie żyję Szczecinem- bo przecież wyłączyć się JESZCZE jakby nie było nie mogę… Jeszcze tylko w małym, malutkim stopniu przejmuję się tym, że przez cały rok ktoś kradł mnie, a ja zobaczyłam to troszkę za późno. Jeszcze tylko małą malutką częścią siebie wkurzam się na wszystko co wokół mnie się psuje lub co się nie dzieje, a bardzo bym tego chciała. Ale to tylko mała- malutka część mnie. Ta większa, ta wesoła, ta moja pragnie i myśli tylko o wakacjach.
Wracam do wakacji. Chcę wakacji. Chcę czasu wolnego, chcę spania, chcę odpoczynku, chcę słońca, chcę swojego domu, chcę mojego okna, chcę moich kwiatków, które muszę podlewać, chcę koli z cytryną, chcę mojego komputera i muzyki, którą słyszę co roku w wakacje.
Chcę spędzić czas z NIĄ, chcę z NIĄ spędzić te wakacje i spędzę. Bo czas mija, a my razem. Każde kolejne wakacje mijają, a my razem. Czas nas nie zmienia, czas nas tylko uczy. Uczy szacunku do siebie, do miejsca, w którym żyjemy, do doświadczeń. Uczy tęsknoty i walki z nią, uczy cierpliwości i wytrwałości. Po tym co się wydarzyło w tym roku nic nie będzie w stanie zniszczyć wakacji, zniszczyć nas.
Z dedykacją dla Ciebie- dla J.
A.
misja wyżyć.
Maj 16, 2009


To niemożliwe, jak można być aż tak zdesperowanym. No, ale jednak. Odliczanie już się dawno zaczęło, tak więc za 34 dni nastąpi spełnienie marzeń, życiowy finał, coś niemożliwie idealnego, ziszczenie się celu życiowego-wakacje.
Muszę powiedzieć, że dostawanie codziennie smsów takich jak: piątek-35 dni do wakacji, miłego dnia:), jest bardzo pomocne w życiu. Również skreślanie dni na wydrukowanym kalendarzu który wisi w internacie mobilizuje do przeżycia kolejnego dnia godnie lub nie, ale przeżycie. Spędzanie mojego czasu w Koszalinie ogranicza się do chodzenia(lub nie) do szkoły i muzyka, spania i obcowania z przyrodą i ludźmi internackimi, dzięki którym mam do kogo otworzyć twarz i powiedzieć coś sensownego lub nie, za co nie zostanę skarcona dziwnym spojrzeniem mówiącym: co ty dziewczyno w ogóle gadasz, weź się ogarnij najpierw a później coś mów i nie narzekaj ciągle, albo: możesz się w końcu zamknąć? nie chce mi się ciebie słuchać.
tak, tak, w gruncie rzeczy mogło być gorzej, więc nie mogę narzekać na towarzystwo w którym przebywam. Mogę wręcz je nazwać doborowym, jako że wszystkie osoby z internatu z którymi przebywam dokładnie wiedzą jaki to ból być akurat tam a nie w domu czy gdziekolwiek. Każde miejscce lepsze od tego, w którym obcy ludzie mówią ci co masz robić a ty czy chcesz czy nie chcesz musisz ich słuchać i ze spuszczoną ku podłodze głową wykonywać ich rozkazy jak jakiś niewolnik. Tak, tak, życie internackie nie jest proste ale my wszyscy-młodzież spragniona wiedzy i nowych doznań życiowych codziennie tam przebywamy, co tydzień wracamy ze swoich idealnych domów aby móc do nich znów wrócić. Czyż to nie piękne? NIE! Ale ja nic na to nie poradzę. Odliczam do tych wakacji, żeby już nie musieć się martwić że nie będę miała z kim pogadać. Zawsze można co prawda gadać ze sobą, lub pisać ogromny monolog, tak jak teraz, ale po co, skoro w tak piękne dni, jakie przeżyjemy w wakacje możemy porozmawiać na żywo z ludźmi całkiem ale to całkiem normalnymi którzy znają cię całe życie.
Internat to w sumie dość długi temat, jakby się zastanowić. Ludzie chcą żeby przypominał dom. Chyba. wychowawcy przynajmniej mówią od czasu do czasu że to miejsce ma zastępować dom, chociaż nie robią nic w tym kierunku, wręcz odwrotnie. Ktoś powiedział: jeśli nie masz rodziny w domu, możesz ją znaleźć gdzieś indziej.
Ale, cholera, ja nie chcę mieć innej rodziny, aczkolwiek, kiedy już nie mam zbytniego wyboru, znalazłam sobię tę rodzinę z rezytencji, willi, posiadłości 313 w której powinno być jeszcze kilka osób, co jest niestety niemożliwe, jako że przebywają one 200 km od Koszalina, całkiem nie po drodze. W każdym razie,my sobie żyjemy, odwalamy scenki rodzajowe, tzw maniany ludziom, co całkiem nam przyzwoicie wychodzi. I tak robimy wszystko żeby tylko dotrwać do tego piątku, kolejnego piątku. I nikt, cholera, nikt nie zrozumie tego choćby nie wiem jak się starał, dopóki nie zamieszka w internacie. I nie poczuje tego smrodu, czasem we własnym pokoju, nie wykąpie się setny raz pod prysznicami z grzybem, na którego już nie ma sensu zwracać uwagi, kiedy ma się klapkiantywirusówki.
Moi mili, zastanawiam się czasem, co nam daje to oddalanie. Otóż-daje bardzo wiele. Nie tylko wspomnienia, nie zawsze niemiłe, dla których powinno się żyć. I nie tylko możliwość uczenia się w elitarnych czasem szkołach, które z resztą są cholernie przereklamowane-pisze to osoba która wytrzymała pół roku w II LO im Władysława Broniewskigo w Koszalinie i podziękowała za współpracę odchodząc do całkiem nieelitarnego liceum. I nie tylko daje możliwość nauczenia się jak sobie radzić w sytuacjach kiedy wszyscy na ciebie się drą i wyżywają za swoje wieczne dziewictwo/mowa tu o wychowawcy-mewie/ lub niespełnienie życiowe i zawodowe/również mowa o wychowawcy-chachole/ albo późniony okres/znów wychowawca-duża kaśka/. I też nie tylko uczy podejmowania decyzji samemu/choć nie zauważyłam żeby mnie cokolwiek uczyło/. Takie to właśnie mieszkanie z dala od wszystkich i wszystkiego chyba najbardziej uczy docenić to co się ma i to co się miało. Mowa tu oczywiście o domu. I o znajomych, którzy pomimo tego że kiedyś tylko byli, i właściwie nie zwracało się na to uwagi, teraz są kimś możnaby rzec niezbędnym do życia. I takie to niegdyś zwykłe osoby, z którymi się nawet nie rozmawiało, teraz są cholernie potrzebne do egzystencji. A te osoby, z którymi spędzało się najwięcej czasu, cóż. Mogę tu chyba użyć słowa: niezbędne są do życia -poza-.
I tak trwamy i trwamy w tym wszystkim chcąc popędzić czas, ale się nie da. Musimy przeżyć te chwile tak, żeby dotrwać do lepszego. A teraz już coraz prościej momentami.
Więzi które nas łączą są czasami nie do wytłumaczenia. Łączą nas nawet po tym, gdy wydaje się, że powinniśmy je już zerwać. Niektóre więzi opierają się odległości, czasowi, logice, ponieważ niektóre więzi są po prostu sobie przeznaczone.

20. W-A-K-A-C-J-E
Maj 2, 2009
Co się będziemy czarować, co się będziemy oszukiwać. Wakacje już są. I ja i Justyna bardzo z tym walczyłyśmy. Każdy promień słońca na twarzy, każdy powiew wiatru we włosach był wrogiem- nic nie może być wakacjami przed wakacjami! A tymczasem zapach lata i beztroski za bardzo uderzył nam do głowy. Zapach tego co nadchodzi zaczął robić się tak intensywny, że nawet zatykanie nosa nic nie dało. Promienie słońca zaczęły tak bardzo razić oczy, że nawet najciemniejsze z najciemniejszych okularów nie pomogły. W końcu doszłyśmy do wniosku, że skoro się nie da, to nie będziemy z tym walczyć, bo i po co?
Wczoraj z desperacji mojej poszłyśmy na łąkę. Miało być beznadziejnie. Zaczęło się od braku kartek i aparatu, a skończyło na kolejnych wspólnych wspomnieniach. Oczywiście było cudownie. Oczywiście znowu był to udany pomysł, a z tego wyszły tylko „arcydzieła”, proszę, pokazuję:
święta prawda!
Jednym słowem nasze rysunki przedstawiają ogólnorozwojową prawdę i ogólny „zamysł” jest. Nie da się ukryć. Jestem z nas dumna, z nas i naszego talentu malarskiego- to są właśnie wakacje.
Jak już Justyna u siebie pisała jest stara. Ale ja też. Ja pomyśle zwyczajnie o tym co będzie za dwa lata: skończymy lica, zdamy matury, dostaniemy się na studia i nadejdą kolejne i jedyne w życiu tak długie wakacje. I życzę sobie , tak w ogóle egoistycznie, żeby przynajmniej miesiąc jak co roku spędzić z nią. Ogólnie stwierdzam, że całe moje życie to wegetacja do wakacji, ogólnie stwierdzam, że nie jest mi z tym źle. Nie jest mi źle z czuciem każdym swoim zmysłem nadchodzącego czasu „rozpusty”. Po raz kolejny będzie razem, po raz kolejny będzie fajnie, i tym razem nie ma mowy żeby zmarnować chociażby jeden dzień.
Czeka na nas zeszyt zaadresowany: WAKACJE i mnóstwo planów do zapisania i opisania. Nie zmarnujemy wakacji, poczujemy wakacje. Poczujemy, że mamy wolne, że możemy robić co chcemy, kiedy chcemy i JAK chcemy. Możemy robić to razem. Bo od tego są wakacje. Każde inne i jednocześnie takie same.
Mam właśnie na paznokciach lakier wakacyjny- fiolet. O wiele lepiej jest mieć na rękach go, a nie szczecińską czerwień.
Zaczynamy odliczanie. Zaczęte wakacje trwają aby je zacząć.
Ania
19.
Kwiecień 26, 2009
W wakacje wykąpię się w morzu w ubraniach z Tobą!
W wakacje będę słuchała non stop tych piosenek.
W wakacje nie zmarnuję ANI JEDNEGO DNIA.
Wakacje.
Już wkrótce.
Ania.
Zabezpieczony: Emano!
Marzec 30, 2009
18.
Marzec 21, 2009
Też sobie wybieram dni- 14.02 i 21.03. Dziś jest pierwszy dzień wiosny i zdecydowanie to czuć. Dziś jest pierwszy dzień wiosny i dziś przejechałam się na rowerze. Nie lubiłam tego kiedyś- bardzo. Teraz jakoś przestało mi to przeszkadzać. Mijałam niesamowicie dużo rzeczy, które coś mówią, o czymś przypominają. Nic się nie zmieniło od lata? W poprzednich „notkach” napisałabym pieprzone „nic się nie zmieniło oprócz mnie” ale to nie jest prawda. Jestem zupełnie taka sama. Znowu. Zima to był jakiś przestój, ciężko mi było i udawałam, że zmieniam się i to mnie przytłacza. Nie zmieniam się, nie idę w jakieś zupełnie nieznane. Chcę tego, co było kiedyś- tak bardzo, że sama nie wiem czemu. Chcę tego, co mam teraz. Za to dziękuję.
Jechałam sobie sama. Z muzyką moją. W zasadzie nie była do końca moja. Dostałam ją w lipcu na imieniny. Lubię jej słuchać bo przypomina mi jaka byłam i jak dzięki temu było. Jaka jestem i, że mam się nie oszukiwać, że jest inaczej.
Mieszkam tu. Nie zmienia tego nic. Mieszkam tu i tęsknię do tego „tu”. I zdałam sobie sprawę, że moje życie bez jednej osoby byłoby niczym i moje życie bez jednej osoby jest niczym.
Ty do mnie wróć.
Ty przy mnie zostań.
Pozdrawiam z „wiosennego roweru”
17.
Luty 14, 2009
Dokładnie nie mam NIC do powiedzenia.
Wszystkim dobranoc.
Do widzenia.







