5.

wrzesień 28, 2008

Urodziny. Kocham swoje urodziny. W ten dzień przypominają sobie o mnie ludzie, z którymi nie utrzymuję kontaktów od podstawówki i dalej. W ten dzień dostaję życzenia od kochanych ludzi, w ten dzień wracają do mnie kochani ludzie, w ten dzień wszystko wydaje się zabawniejsze, łatwiejsze, milsze. Co prawda to prawda, jestem znowu starsza, a już za kilka lat będę się musiała wybierać po krem przeciwzmarszczkowy, ale tego dnia po prostu nie da się nie ubóstwiać. Nawet miałam świetny tort-biedronkę. Daję parę zdjęć i zmykam i całuję i ściskam wszystkich, a jednego w szczególności!

Aha! Miałam możliwość cztery razy dmuchać świeczki, to jest pierwszy (na zdjęciu). Cztery razy to samo życzenie! Mam nadzieję, że się spełni w takim razie :)

Pozdrawiam,

Nulciabonzo

We’re big in Japan

wrzesień 20, 2008

b.YISK

Panorama Shibuyi

wrzesień 19, 2008

Panorama zrobiona w Shibuyi. Nie, nie przeze mnie. Nie, nie przez Anię.

Ale zgadnijcie kto tam się wybiera :)

b.YISK

4.

wrzesień 17, 2008

Biologia. Jedna z rozszerzonych głupotek.

Biologia 1. Operon. Książka, którą ma cała Polska.

Biologia 1. Operon. Zakres rozszerzony i podstawowy- pierwszy temat ten sam. Jeśli traficie na zadanie z historią biologii oferuję Wam to:

Codziennie jest nowa rzecz. Codziennie coś do roboty. A tu chemia, bilogia fizyka. Ale te przedmioty są zrozumiałe, zważając na wybór profilu. Ale powiedzcie mi, WOK, PO, PP- po co mi to? Nie wiem. Obiecuję, że w weekend napiszę coś więcej. I wkleję zdjęcię, które próbuję zrobić od przeszło tygodnia. Bo mam taką wenę artystyczną. Ale coś mi nie wychodzi, bo…? NIE MA CZASU.

Trochę chora jestem, także uważajcie żebym Was nie zaraziła.

Pozdrawiam,

Nulciabonzo

3.

wrzesień 7, 2008

Weekend minął szybko. Za szybko. Niedługo znów wyjeżdżam. Z moją walizką w kwiaty.

Do przeczytania w Szczecinie,

pozdrawiam

Nulciabonzo

2.

wrzesień 5, 2008

Warszawa. Wrocław. Poznań. Łódź. Koszalin. Toruń. Gdańsk. Katowice. SZCZECIN. Szczecin, to poniekąd moje nowe miasto. Zapytam kogoś o Szczecin- będzie wiedział gdzie jest Szczecin. Powiem, jestem z LO 5, będzie wiedział, gdzie spędzam całe dnie słuchając o rzeczach, o których na razie nie mam zielonego pojęcia. Szczecin. Szczecin to miasto, do którego się wyprowadziłam. Szczecin to metropolia, w której odnalazłam właściwy autobus do mieszkania, odrzuciłam tramwaj numer dwa, który poodwoził mnie tylko w małym stopniu do wyznaczonego celu. Szczecin to kurs- szkoła- mieszkanie. Unikam jak ognia określenia “dom”. Szczecin to nie mój dom. O nie! mój dom jest w Gryficach. W mieście, o którym mało kto słyszał. To w Gryficach ukończyłam Szkołę Podstawową numer trzy i Gimnazjum numer dwa. Wiecie jak te szkoły wyglądają? Nie? Nie dziwię się bo nie mają nawet swojej strony internetowej. Bynajmniej nie po to piszę aby użalać się nad sobą, bo i po co? Jak to się mówi: sama tego chciałaś. No i chcę!

Towarzystwo w szkole jest bardzo przyjazne. Nie czuje się w ogóle obecności trzecich i drugich klas. Wszyscy są na równi. Wszyscy ogólnie robią to samo- zapierniczają od pierwszego dnia. W głowie mam tylko trzy słowa: fizyka, chemia, biologia. Gdzie z ostatniego słowa nie usunęłabym ani jednej sylaby. Biologia jest wspaniała. Ciekawie prowadzona, ciekawie napisana, ciekawie ciekawa. Za to fizyka. Och, tu już pojawia się średni problem. Ale jak z wieloma problemami i z tym jakoś sobie poradzę (poradzimy :D ) ? No tak!

Co do mieszkania? Obiecałam widok z okna. I oczywiście dostarczę tego obrazu waszym oczom, ale to dopiero zaraz zaraz. Najbardziej w tej chwili brakuje mi mojej muzyki. Moje uzależnienie od niej zaczęło się jakieś hmm trzy lata temu. W momencie startu gimnazjum. Tak to chyba było wtedy. Wtedy ściągnęłam sobie emule i byłam z tego niesamowicie dumna. Oto ja Ania słucham muzyki ze wspaniałego odtwarzacza Winamp. Ach te czasy. Teraz moja kolekcja sięga dwóch tysięcy, co nie jest wcale jakimś wielkim zbiorem. Za to moim zbiorem. Zbiorem odzwierciedlającym moją osobowość, to co kocham, to co ubóstwiam. Zresztą, jakbym mogła nie kochać czegoś co pozwoliło mi poznać wspaniałego człowieka (tu, pozdrowienia dla Szymona). Teraz posiłkując się paroma piosenkami, jak The Wannadies- You and me song, The Verve- Bittersweet Symphony i Edvin Marton- The Bittersweet Symphony (tak a propos zupełnie, moja ulubiona piosenka) i Yaro- Rowery dwa jestem tylko w stanie siedzieć w pokoju, który wydaje się trochę pusty, osamotniony, dziwny i pisać wiadomości prosto z dzielnic Szczecina.

Na początku mieszkanie w Szczecinie było dziwne. Takie starodawne meblościanki, bardzo, ale to BARDZO pomarańczowe ściany i dziwna kuchnia doprowadzały mnie do szału. Tak więc zmieniłam to. Teraz nad biurkiem z komputerem wisi wielka antyrama w której jest pełno zdjęć i dwie kartki. Nad łóżkiem powiesiłam dwa wielkie plakaty, które zakrywają okropnego PTAKA, którego ktoś namalował w dziwnym miejscu. On nie ma żadnego przeznaczenia. Jego głowa nie jest przekręcona w żadną istotną stronę, a skrzydła na nic nie wskazują. Bardzo mnie ten ptak denerwuje. Może następnym razem Wam go pokażę.

Plac Rodła. To magiczne słowo zaprowadzi was wszędzie w stronę prawą. Pamiętajcie! Jeśli chcecie wracać kierujcie się na Szczanieckiej, do dworca dojedziecie tramwajem numer 3.

Tak więc, oto zdjęcia:

WIDOK Z OKNA:

WIDOK Z OKNA NOCĄ:

W MIESZKANIU:

No i cóż tu jeszcze dużo pisać. Nadszedł pierwszy weekend. Pierwszy powrót do domu z walizką “pod pachą”, pierwsze zatęsknienie za Gryficami. Ogólnie nie miałam w Szczecinie Internetu. Teraz mam. Jakaś łączność ze światem, a dla mnie tym bardziej ważna. Dziś przyszedł do mnie “internetowy pan”. Od dziś będę starała się notować co jakiś czas. Nototwać to co dzieje się w metropolii. W Szczecinie.

Pozdrawiam,

Nulciabonzo