Z powodu tak zwanej nudy lub odciągania siebie od jakichkolwiek obowiązków, to znów ja, Justyna, i czuję że Anka o tym nie wie, i nie ma pojęcia co się dzieje w tej właśnie chwili. Raczej też nie dowie się zbyt wiele ode mnie. Myślę też, że chyba będę tu pisać, aż w końcu Anka pewnego pięknego dnia wydrze się na mnie(choć wiem że to niemożliwe, bo ona nie potrafi na mnie krzyczeć): “JUSTYNA KURWA MAĆ MOŻESZ NIE PISAĆ KURWA NIC NA MOIM WORDPRESSIE KIEDY O TYM NIE WIEM?!”
Wtedy przestanę, ale chyba to nie nastąpi zbyt wcześnie, więc napiszę tu i teraz, że na mojej ścianie zawisła również taśma z tekstem mojej ostatnio najulubieńszej piosenki Nirvany-Lithium: “I’m so happy, cause today I found my friends, tey’re in my head”. Obecny stan przymusu mojej egzystencji właśnie w ten sposób. Trzeba sobie radzić, jak nie można sobie poradzić samemu. Trzeba mieć kogoś? Nie, chyba nie, nie ja. Poradzę sobie z własną głową, tak myślę.
Wisi tekst nad łóżkiem, koło szafki na książki, bo wychowawcy się czepiają. Zostało tylko to. Resztę zdjęłam.
Na dziś:
-Metallica(wakacje powracają)
-Nirvana(Muzyka jedyna)
-Zdjęcia(na których widać jak nie jest dziś, jak mogło być dziś)
-Bułhakow( II LO–>konieczność)
-A. Krawczuk( II LO–>przymus)
-ogarnianie tego co jeszcze nie zostało ogarnięte(zbyt mała głowa moja)
-cieszenie się z jedynej możliwej mi rzeczy( Anka w Szczecinie-tak lepiej. “Ja3 19:48:13
sie ciesz, tego chciałaś”)
Już więcej nie będę!
Justyna.
Kolejny wpis pisany przez nieAnkę
październik 25, 2008
Tak, tak, tym razem to Justyna. Właśnie ta o której zapewne ktoś słyszał, jak poznał Ankę Więcejniżmało. Moje słowotwórstwo dziś nie zna ostatnio granic, więc to co tu się znajdzie w najbliższym czasie pewnie będzie ciekawe. Albo cholernie nudne, jak to zazwyczaj bywa w moim przypadku
Więc stało się tak, że bardzo wzięłam do siebie stwierdzenie że “Robimy wszystko żeby nie robić nic” ostatnimi czasy. Do tego “Aby umrzeć trzeba żyć” i tak właśnie wygląda moja egzystencja w Koszalinie-miasta od którego jestem(niestety?) uzależniona jako że chodzę tam do szkoły i mieszkam w INTERNACIE ZPSM. Żałosne, ale cóż poradzić. Muszę. W Koszalinie. Bo JedynieJustynkaGliwa wymyśliła sobie z całej gryficiej młodzieży szkołę w Koszalinie. I masz, czego chciałaś, męcz się. Bo nie lubię. Ale to historia zbyt długa i zawiła.
Nie jestem pewna tego co chcę tu napisać. Jakby nie patrzyć, to wiesz Anka? Chyba lubię. Gryfice, Szczecin, i te supermegawyjebanewkosmosszkołyszczecińskie. I tych ludzi. Przynajmniej tam są normalni, to dobrze, przynjamniej tam.
I jeszcze:
Ania 1:52:13
ej
Ania 1:52:23
jak leci ta piosenka leave me baby?
Ania 1:52:26
czy co?
Justynka 1:52:53
baby I’m gonna leave you
Ania 1:52:57
o…
Justynka 1:52:58
led zeppelin
Ania 1:52:58
![]()
Justynka 1:53:06
moja ulubiona
Super, super ale weź już tego nie mów. Nigdy więcej przynajmniej do OSTATNIEJ NIEDZIELI (“To ostatnia niedziela, zaraz się rozstaniemy!”) nie powtarzaj już tych słów. Nie mów: baby I’m gonna leave you. Proszę.
Stało się, niestety.
Led Zeppelin-Babe, I’m gonna leave You.
Babe, baby, baby, Im gonna leave you.
I said baby, you know Im gonna leave you.
Ill leave you when the summertime,
Leave you when the summertime comes arollin
Leave you when the summer comes along.
Baby, baby, I dont wanna leave you,
I aint jokin woman, I got to ramble.
Oh, yeah, baby, baby, I wont be there,
Really got to ramble.
I can hear it callin me the way it used to do,
I can hear it callin me back home.
I know, I never leave you, baby.
But I got to go away from this place, Ive got to quit you.
Ooh, baby,
Baby, ooh dont you hear it callin?
Woman, woman, I know, I know its good to have you back again
And I know that one day baby, its really gonna grow, yes it is.
We gonna go walkin through the park every day.
Hear what I say, every day.
Baby, its really growin, you made me happy when the skies were grey.
But now Ive got to go away
Baby, baby, baby, baby
Thats when its callin me
Thats when its callin me back home…
Lubię to zdjęcie. Gryficki Muzyk, niedługo przed egzaminami i balem gimnazjalnym, chyba piątek, po godzinie 13. Koszaliński trzyma mnie tam.
Justynka
Narty
październik 12, 2008
Narty… Nigdy nie jeździłem na nartach, nie wiem jak to jest. Mimo tego poniższe zdjęcie bardzo mi się podoba. Nie dlatego, że są tu narty. Nie, nie. Po prostu Ania wygląda tutaj tak jakoś… nadzwyczajnie. Prawda? Bardzo żałuję, że to zdjęcie jest takie małe i takie niewyraźne.
Dlaczego Ania nic nie pisze? Ma bardzo dużo pracy. Bardzo dużo. Ale Wy się nie gniewacie, prawda?
b.YISK
PS Zdjęcie zerżnąłem z DeviantArta, którego nie lubię
6. (zdjęcia)
październik 2, 2008
W życiu obecność ludzi, których się kocha jest bardzo ważna. Pociesza, daje powód do radości, uszczęśliwia. Ci, którzy dają mi to wszystko są najlepsi, moi. Tu, niektórzy z nich!
Poza tym mój piórnik był smutny. Zwykły, beżowy, bez wyrazu. Postanowiłam mu go nadać. Oprócz podpisów, które znalazły się wewnątrz są także moje (brzydkie, wiem) bazgroły.
Pamiętam, jak byłam mała w domu miałam jeszcze takie żaluzje. Teraz mam je tu. Są niewygodne, ale ja czuję do nich sentyment. Są czasem niebezpieczne ale przypominają mi dom, czasy, te dobre czasy.
Jest późno, a Szymon mówił, żebym nie siedziała za długo. I będzie miał rację bo rano będę zmęczona. Musiałam jednak to napisać, musiałam dodać zdjęcia bo potem mogłyby być już przetermionowane. Mogłoby być też tak, że to ja bym się “przeterminowała”, a raczej- moje zamiary i tej notki wcale by nie było.
Dziś kolejna kawa z Coffe Haven. Kardamon. To cudowne “coś” jest w Tiger Latte- jak ktoś mi kiedyś przyniesie kawkę to właśnie tę poproszę! Z kardamonem, moim ukochanym.
Pozdrawiam,
Nulciabonzo










