misja wyżyć.
maj 16, 2009


To niemożliwe, jak można być aż tak zdesperowanym. No, ale jednak. Odliczanie już się dawno zaczęło, tak więc za 34 dni nastąpi spełnienie marzeń, życiowy finał, coś niemożliwie idealnego, ziszczenie się celu życiowego-wakacje.
Muszę powiedzieć, że dostawanie codziennie smsów takich jak: piątek-35 dni do wakacji, miłego dnia:), jest bardzo pomocne w życiu. Również skreślanie dni na wydrukowanym kalendarzu który wisi w internacie mobilizuje do przeżycia kolejnego dnia godnie lub nie, ale przeżycie. Spędzanie mojego czasu w Koszalinie ogranicza się do chodzenia(lub nie) do szkoły i muzyka, spania i obcowania z przyrodą i ludźmi internackimi, dzięki którym mam do kogo otworzyć twarz i powiedzieć coś sensownego lub nie, za co nie zostanę skarcona dziwnym spojrzeniem mówiącym: co ty dziewczyno w ogóle gadasz, weź się ogarnij najpierw a później coś mów i nie narzekaj ciągle, albo: możesz się w końcu zamknąć? nie chce mi się ciebie słuchać.
tak, tak, w gruncie rzeczy mogło być gorzej, więc nie mogę narzekać na towarzystwo w którym przebywam. Mogę wręcz je nazwać doborowym, jako że wszystkie osoby z internatu z którymi przebywam dokładnie wiedzą jaki to ból być akurat tam a nie w domu czy gdziekolwiek. Każde miejscce lepsze od tego, w którym obcy ludzie mówią ci co masz robić a ty czy chcesz czy nie chcesz musisz ich słuchać i ze spuszczoną ku podłodze głową wykonywać ich rozkazy jak jakiś niewolnik. Tak, tak, życie internackie nie jest proste ale my wszyscy-młodzież spragniona wiedzy i nowych doznań życiowych codziennie tam przebywamy, co tydzień wracamy ze swoich idealnych domów aby móc do nich znów wrócić. Czyż to nie piękne? NIE! Ale ja nic na to nie poradzę. Odliczam do tych wakacji, żeby już nie musieć się martwić że nie będę miała z kim pogadać. Zawsze można co prawda gadać ze sobą, lub pisać ogromny monolog, tak jak teraz, ale po co, skoro w tak piękne dni, jakie przeżyjemy w wakacje możemy porozmawiać na żywo z ludźmi całkiem ale to całkiem normalnymi którzy znają cię całe życie.
Internat to w sumie dość długi temat, jakby się zastanowić. Ludzie chcą żeby przypominał dom. Chyba. wychowawcy przynajmniej mówią od czasu do czasu że to miejsce ma zastępować dom, chociaż nie robią nic w tym kierunku, wręcz odwrotnie. Ktoś powiedział: jeśli nie masz rodziny w domu, możesz ją znaleźć gdzieś indziej.
Ale, cholera, ja nie chcę mieć innej rodziny, aczkolwiek, kiedy już nie mam zbytniego wyboru, znalazłam sobię tę rodzinę z rezytencji, willi, posiadłości 313 w której powinno być jeszcze kilka osób, co jest niestety niemożliwe, jako że przebywają one 200 km od Koszalina, całkiem nie po drodze. W każdym razie,my sobie żyjemy, odwalamy scenki rodzajowe, tzw maniany ludziom, co całkiem nam przyzwoicie wychodzi. I tak robimy wszystko żeby tylko dotrwać do tego piątku, kolejnego piątku. I nikt, cholera, nikt nie zrozumie tego choćby nie wiem jak się starał, dopóki nie zamieszka w internacie. I nie poczuje tego smrodu, czasem we własnym pokoju, nie wykąpie się setny raz pod prysznicami z grzybem, na którego już nie ma sensu zwracać uwagi, kiedy ma się klapkiantywirusówki.
Moi mili, zastanawiam się czasem, co nam daje to oddalanie. Otóż-daje bardzo wiele. Nie tylko wspomnienia, nie zawsze niemiłe, dla których powinno się żyć. I nie tylko możliwość uczenia się w elitarnych czasem szkołach, które z resztą są cholernie przereklamowane-pisze to osoba która wytrzymała pół roku w II LO im Władysława Broniewskigo w Koszalinie i podziękowała za współpracę odchodząc do całkiem nieelitarnego liceum. I nie tylko daje możliwość nauczenia się jak sobie radzić w sytuacjach kiedy wszyscy na ciebie się drą i wyżywają za swoje wieczne dziewictwo/mowa tu o wychowawcy-mewie/ lub niespełnienie życiowe i zawodowe/również mowa o wychowawcy-chachole/ albo późniony okres/znów wychowawca-duża kaśka/. I też nie tylko uczy podejmowania decyzji samemu/choć nie zauważyłam żeby mnie cokolwiek uczyło/. Takie to właśnie mieszkanie z dala od wszystkich i wszystkiego chyba najbardziej uczy docenić to co się ma i to co się miało. Mowa tu oczywiście o domu. I o znajomych, którzy pomimo tego że kiedyś tylko byli, i właściwie nie zwracało się na to uwagi, teraz są kimś możnaby rzec niezbędnym do życia. I takie to niegdyś zwykłe osoby, z którymi się nawet nie rozmawiało, teraz są cholernie potrzebne do egzystencji. A te osoby, z którymi spędzało się najwięcej czasu, cóż. Mogę tu chyba użyć słowa: niezbędne są do życia -poza-.
I tak trwamy i trwamy w tym wszystkim chcąc popędzić czas, ale się nie da. Musimy przeżyć te chwile tak, żeby dotrwać do lepszego. A teraz już coraz prościej momentami.
Więzi które nas łączą są czasami nie do wytłumaczenia. Łączą nas nawet po tym, gdy wydaje się, że powinniśmy je już zerwać. Niektóre więzi opierają się odległości, czasowi, logice, ponieważ niektóre więzi są po prostu sobie przeznaczone.

maj 16, 2009 at 10:18 pm
“Więzi które nas łączą są czasami nie do wytłumaczenia. Łączą nas nawet po tym, gdy wydaje się, że powinniśmy je już zerwać. Niektóre więzi opierają się odległości, czasowi, logice, ponieważ niektóre więzi są po prostu sobie przeznaczone.”
Wbrew logice będzie to, co będzie kiedy mi i Tobie stuknie 20. A to już niedługo.
Dziękuję za to, że jesteś! ;*
I powiem krótko- jesteś totalnie zajebiście wyjebista!
maj 19, 2009 at 1:26 pm
Wiecie dziewczyny, że cholera zawsze jak Was czytam to to takie miłe jest i pozytywne, że każdy problem staje się mały i przez chwilę cieszę się tylko z tego że znam takie osoby jak Wy. Genialne jesteście. Uwielbiam czytać i bardzo dobrze czuć czyj to styl i uśmiechać się, czasem owym śmiechem wybuchając.
Jesteście zajebiste, gdzieśkolwiek jesteście