Jedni robią sobie “zajebiste” zdjęcia na torach. Inni tych samych torów nienawidzą.
Jedni w tych torach widzą co tydzień opuszczany dom, a inni zwykły kawał metalu jakże atrakcyjny dla fotografa.
Jedni stoją na tych torach przepełnieni szczęściem i promieniami słońca, inni tam płaczą.
Tak. To tylko jedna milionowa różnić między mną, a nimi. Między mną, a tymi, którzy są w domu. Kocham dzień, który jest pierwszym dniem wakacji. Wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę już myślała o tym, że za półtora dnia będę musiała tam wrócić!
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę pamiętała o niczym. Wrócą do mnie tylko wspomnienia tego jak wspaniale jest być w domu. Jak wspaniale jest być ograniczanym. Jak wspaniale mieć swój pokój. Jak wspaniale patrzeć na świat z perspektywy pierwszego, a nie dzisiątego piętra.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i zrozumiem, że nie liczy się nic oprócz kolejnego dnia z telefonem w ręku i zdaniem: Przyjdź do mnie na kolę z cytryną.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i poczuję, że w końcu jestem sobą. Że nie muszę niczego udawać, na siłę się uśmiechać. Na siłę udawadniać sobie, że dam radę następnego dnia podnieść głowę.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i przestanę myśleć o człowieku, który conajmniej zdobył moje zauroczenie, który wpuszcza motyle w mój brzuch. Na którego patrzę nie tak jak na wszytskich. Nie patrzę na całość. Zapamiętuję każdą część jego twarzy. Każdy choćby najmniejszy fragment jego twarzy. Usta, oczy, nos. Zapomnę o tym. Każdej nocy nie będę już układała puzzli, aby przypomnieć sobie jego wyraz twarzy kiedy mówił do mnie, kiedy miał te oczy przepełnione radością, przepełnione szczęściem. Kiedy się śpieszył ale dla mnie zwolnił. Kiedy przystanął i się uśmiechnął i powiedział swoje cześć przytualjąc mnie delikatnie ale tak bezpiecznie. Koniec. Właśnie za to kocham ten dzień- zapomnę.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i poczuję swoją zajebistość jako Ania, która ma na wszytsko wyjebane bo ma Justynę i ma wakacje.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę kimś innym! Będę miała swój pokój. Swoje łąki, swoją zieloną trawę, swoje WSPOMNIENIA, które były wypierane cały rok przez okoliczności i zdarzenia.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i nie będę myślała za dużo nad ludźmi, których spotykam w kościele. Nie będę na nich patrzyła. Nie będę myślała jaka może być ich historia.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i znowu nie będę mogła ubrać na siebie sukienki, spódnicy, spodni, spodenek bo poczuję się w tym głupio, niepenie.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i będę kochała swoje koszulki bez rękawów.
Kocham ten dzień, w którym wsiądę w pociąg i wysiądę z niego. Wysiądę z niego i pop orstu będę miała wakacje. Wysiądę i po prostu poczuję, że JA MAM WAKACJE.
Że ja je mam.
A tymczasem.
24.
24.
2 4.
2
4
2424
dwadzieścia cztery dni do końca roku.
Mam dość.
Chcę wakacji.
nie.
Ja ich pożądam!
GRATULACJE DLA JUSTYNY, KTÓRA ZDAŁA EGZAMIN. MASZ CORAZ MNIEJ KROKÓW DO WAKACJI. SŁONIOWE SOIĘ SKOŃCZYŁY. TERAZ TYLKO PARASOLKA I DWA TIP-TOPKI.
A.